logo

Kiedyś Ziomal , teraz TAKO

26 marca 2018

Dobiega końca trzeci miesiąc „rezydentury” Tako u nas. Mamy nadzieję, że każdy kolejny będzie przybliżał go do nas i sprawi, że jego płochliwość i lękliwość ustąpią, a on poczuje się u nas komfortowo i naprawdę u siebie. Nie oczekując spektakularnych sukcesów, cierpliwie czekamy i cieszymy się z drobnych osiągnięć. Decydując się na bardzo wycofanego psa po przejściach wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, ale te trzy miesiące utwierdzają nas w przekonaniu, że było warto, a najlepsze jeszcze przed nami.

Lękliwość, płochliwość i strach to nadal dominujące cechy naszego psa. Widać to na co dzień kiedy wzdryga się na każdy głośniejszy i niespodziewany dźwięk, nierzadko czmycha spłoszony, gdy trzaśnie szafka kuchenna lub spadnie pokrywka. Obserwujemy to także na spacerach, kiedy spotyka się z innymi psami i albo w panice rzuca się do ucieczki albo zapamiętale szczeka szarpiąc się na smyczy. Nigdy nie wiadomo z jaką reakcją ze strony Tako spotka się mijany pies, przeważa jednak strach. Uczymy go jednak go pokonywać, nie unikamy takich konfrontacji i staramy się wtedy spokojnym głosem dawać mu sygnał, że wszystko jest w porządku i że nic mu nie grozi.

Na spacery wychodzi ze wszystkimi domownikami, na rozwijanej smyczy. Wielką naszą radością i jego teżJ, był ostatnio spacer polami i lasem, kiedy zdecydowaliśmy się puścić go bez smyczy. Był niezwykle zdyscyplinowany, trzymał się nas, nieustannie sprawdzając, czy idziemy i gdzie jesteśmy. Uważamy to za wielkie osiągnięcie, bo jego przeszłość, ucieczki i brak poczucia bezpieczeństwa nie rokowały, że tak szybko nam zaufa i będzie tak posłuszny. Na co dzień jednak chodzimy z Tako na smyczy ze względu na inne psy oraz bliskość jezdni i jeszcze brak instynktu samozachowawczego. Czekamy na pełną wiosnę, kiedy będzie mógł swobodnie korzystać z ogrodu wokół domu. Jak na razie wracając ze spaceru błyskawicznie zajmuje miejsce na ganku i czeka aż po wytarciu łap otworzymy drzwi, żeby mógł wśliznąć się do domu. Mąż podejmuje niestrudzenie wysiłek, żeby nauczyć go biegać wokół domu i w ogóle po posesji, na razie z umiarkowanym sukcesem. Mamy jednak nadzieję, że gdy zrobi się ciepło i zielono na dworze, a my będziemy tam spędzać więcej czasu, Tako również poczuje, że ogród to fajne miejsce.

Do miski napełnionej właśnie jedzeniem podchodzi skradając, jakby obawiał się, że za chwilę ktoś mu ją zabierze sprzed nosa. Nawyk wyciągania jedzenia z miski i spożywania go poza kuchnią powoli zanika. Regularne, urozmaicone posiłki spowodowały, że przybrał na wadze, a odkrywanie nowych smaków mimo początkowej ostrożności sprawia mu frajdę, jak na przykład surowe jajko, czy surowe mięsoJ. Udało nam się nauczyć go wybierania smakołyków z konga, co wcale nie było łatwe, bo wszystko co nieznane budzi w nim lęk. W tej chwili potrafi z cierpliwością wylizywać jedzenie i z łatwością transportuje konga po domu.

Gości unika i raczej nie pozwala do siebie podejść, łatwiej przy tym jest kobietom, małe dzieci budzą lęk okazywany warczeniem (ukrócamy to w tym samym momencie), a mężczyzn Tako omija łukiem.

Ma swoje ulubione miejsca: trzy legowiska (w pokoju mojej mamy, w aneksie kuchennym i na piętrze). Kiedy jestem w na dole w pokoju telewizyjnym zawsze leży pod stołem, gdy wchodzę się na górę, sadowi się na legowisku i tam przysypia. Rytuał zasypiania jest od dłuższego czasu ustalony – sadowi się na jednym z dwóch dywaników przy łóżku w sypialni, a w ciągu nocy przemieszcza się na legowisko i tam dosypia do ranaJ. Zawsze jednak czeka na sygnał czy może wejść do pokoju.

Pierwsze dni u nas były dla niego na pewno stresujące – kilka razy trzeba było po nim sprzątać, ale bardzo szybko stałe pory spacerów i rytm dnia spowodowały, że wszystko wróciło do normy i nie ma żadnych problemów z czystością.

Od samego początku najważniejszą osobą, z którą czuje się bezpiecznie i której potrafi okazać nie tylko zainteresowanie, ale i całą gamę pozytywnych emocji, jestem jaJ. Podąża za mną w domu, góra dół po schodach, kuchnia, pokój, przedpokój – jest jak mój cień, śmiało można powiedzieć, że tam gdzie jestem ja, tam też jest Tako – najczęściej pod stołem lub na swoim legowisku w zasięgu wzroku. Czasami przychodzi, trąca nosem, albo tylko patrzy i już wiem, że się przymila i że to jest moment, w którym przyszedł czas na pieszczoty. Jest w tym niezwykle rozczulający, kiedy leży i łapką zakrywa oko domagając się smyrania i drapania. Wywiad wśród domowników potwierdził jednak, że takie momenty są jedynie moim udziałem. Mama i synowie mogą go pogłaskać właściwie swobodnie, natomiast mąż z jakiegoś, nieznanego nam powodu, budzi w Tako niepokój i dyskomfort, pomimo wielkiej uwagi, jaką mu poświęca, codziennym spacerom i delikatności w obejściu. Wyjście na spacer ze mną zawsze jest witane z radością, podskokami, przypadaniem do podłogi i kręciołami wokół własnej osi. Mój powrót do domu to kolejny powód do radości i zabawy w szukanie – kuchnia ma dwie pary drzwi i zawsze powitanie wygląda tak, że Tako znika w jednych drzwiach, a ja go szukam z drugiej strony, jak mnie dojrzy, to zawraca do kuchni i czeka aż go tam namierzę i z powrotem znika w drzwiach – myślę, że można by tak się bawić bez końcaJ.

Zachowanie wobec mnie napawa optymizmem, bo oznacza, że ma w sobie potrzebę bliskości z człowiekiem, że są rzeczy, które go cieszą i potrafi to okazać, zatem tylko czas i pokłady cierpliwości dzielą nas od posiadania szczęśliwego i radosnego psa.

Comments are closed.